Marek Stróżczyk, ur. 1973 r. Znaki szczególnie: blizna po ranie ciętej na czole.

” 8-letni Marek wyszedł z domu w Grywałdzie i słuch po nim zaginął. Było to 12 marca 1981 r. Ubrany był wtedy w granatową kurtkę, plecioną czapkę i gumiaczki. Dom rodziny Stróżczyków położony jest przy potoku, który w tym czasie wezbrał. Matka chłopca, pani Rozalia przekonuje jednak, że chłopiec nie mógł utonąć, bo za bardzo bał się wody, nie zbliżał się do niej. Według niej dziecko zostało porwane. „- Po zaginięciu śnił mi często, ale nigdy jako dziecko. Śnił mi się jako dorosły mężczyzna, z brodą. Taki po czterdziestce. Przyjechał z żoną. Mówił obcym językiem. Nic nie rozumiałam. Dopiero później zapytał po polsku: „Nie poznajesz mnie, to ja, Marek” – opowiada kobieta, ocierając z policzka łzę. – Dokładnie pamiętam, jak wyglądał w tych snach – dodaje.”
W dniu zaginięcia w domu była tylko babcia. Marek po powrocie ze szkoły wyszedł przed dom, żeby się pobawić. Około 15 ojciec chłopca wyszedł jak zwykle do obrządku. Zaniepokoiła go nieobecność Marka, ponieważ ten zawsze ojcu pomagał. Nie miał w zwyczaju włóczyć się po wsi, a gdy wychodził do kolegi, zawsze pytał o pozolenie.
Rodzina wraz z policją przez 2 tygodnie przeczesywała Dunajec. Bez rezultatu. Nie natrafiono na żaden ślad chłopca. Rodzina odwiedziłą wielu jasnowidzów. Jeden z nich podał adres w Austrii informując, że chłopiec żyje.
„- Nie pojechaliśmy pod ten adres, bo nie było pieniędzy ani czasu. W domu została jeszcze piątka dzieci, Marek był najstarszy z nich. A i potem posypały się następne nieszczęścia – mówi. Trzy lata od zaginięcia Marka straciła kolejnego synka, 3-letni chłopczyk spadł z wozu i utopił się w potoku. 10 lat później zmarł mąż, przywaliło go w lesie drzewo. Została sama z czwórką dzieci. I jeszcze przeszła w krótkim czasie kilka operacji. – Ale pod tym adresem w Austrii był ksiądz, który tam jeździł. Jak wrócił, powiedział mi tylko, żeby go w to nie mieszać, bo chce żyć – mówi. Matka wierzy, że te jej sny sprzed lat się w końcu spełnią. Że syn pamięta, skąd jest, jak się naprawdę nazywa. – Teść, jakby przeczuwając, że to mu się może przydać, uczył Marka od maleńkości, że jest Polakiem i że stolicą Polski jest Warszawa – dodaje.”
W 2007 r. policja sporządziła progresję wiekową Marka Stróżczyka. Portret wykonano na podstawie rodzinnych zdjęć. Przedstawia, jak powinien wyglądać mężczyzna w wieku 35 lat.”

Chrońmy Dzieci

Statystki
Przeglądając statystyki na stronie Polskiej Policji widzimy, że liczba zgłoszonych zaginięć dzieci do 7 roku życia, wraz z latami rośnie. Kiedy w 1997 roku odnotowano 87 takich przypadków, już w 2012 aż 465. Rok 2017 zamknął się w liczbie 443 dzieci. W stosunku do wcześniej obowiązujących przepisów, nowe rozwiązania (Zarządzenie nr 124 Komendanta Policji z dnia 4 czerwca 2012 w sprawie prowadzenia przez Policję poszukiwań osoby zaginionej) przyjęły rozszerzająco definicje zaginienia. Mówimy tu między innymi o uprowadzeniach rodzicielskich, w wyniku czego dane z lata 2012 nie mogą zostać bezpośrednio porównywalne z latami poprzedzającymi.
Ogromna cześć dzieci, zostaje odnaleziona w ciągu pierwszych 14 dni po zaginieciu. Aż 95% w ciągu pierwszych 7 dni z powrotem trafia do swoich domów.
Obrazując Wam to bardziej, należy spojrzeć na zaginięcia nastolatków (14-17 lat). Tj w roku 1997 była to liczba 4 569, a w 2017 5 362.
Statystyki Policyjne dzielą wiek dzieci na:
• do 7 lat
• 7-13
• 14-17
Powody zaginięć mogą być różne, jednak każdy zgodzi się ze mną, że różnica pomiędzy pierwsza grupą, a drugą i ostatnią jest taka, że dziecko do 7 lat decyzji o np ucieczce nie podejmuje samo. Starsze dzieci, często w wyniku buntu po prostu znikają na kilka godzin, po czym szczęśliwie się odnajdują. Również pierwsza grupa dzieci, nie ma tak dużych zdolności przeżycia w trudnych warunkach. Zdecydowanie zagubiony w lesie 3-latek, nie poradzi sobie tak dobrze jak 13-latek.
Pisząc o problemie zaginięć najmłodszych wróćmy do lat 80-90-tych, kiedy to zaczęto prowadzić pierwsze statystki, a zjawisko to nie było tak nagłośnione.

SYTUACJA POLITYCZNA
Aby zrozumieć stan w jakim znajdował się nasz kraj, należy przypomnieć że w latach 1945-1989 Polska byka państwem niesuwerennym, pozostający pod władzą ZSRR, rządzącym przez komunistyczną Polską Partię Robotniczą, następnie przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Zapytacie jaki to ma związek z zaginięciami?
Wysokość etyki ludzi, którzy przeżyli wojnę była dość mocno naruszona. Duża cześć z nich bardzo mocno przyzwyczajona do zła i cierpienia. Często znieczuleni i zniszczeni, cicho dawali zezwolenie innym na kontynuacje zła. Musimy pamiętać, że pod przykrywką wojny mnożyły się zbrodnie, i nie mowa tylko o tych na tle politycznym. Ludzie czuli przyzwolenie na krzywdę bo była ona wszędzie. Po wojnie sytuacja się nie polepszyła. Większość kompletnie straciła nadzieje na bezpieczeństwo, a przestępstwa się szerzyły. Kraj był bardzo niestabilny nie tylko politycznie, ale w każdej dziedzinie. Milicja obywatelska chętniej zajmowała się inwigilacją niż ochroną. Taki stan trwał bardzo długo, co doprowadziło do tego, że często zbrodniarze czuli się bezpieczniej, a dzieci są najszybszym łupem.

ZANIEDBANIA I ŚWIADOMOŚĆ
O zaniedbaniach w opiece nad dziecku słyszymy prawie codziennie. Co raz częściej ludzie reagują na krzywdę. Jednak by doszło do tragedii wcale nie trzeba dużo. Wielu rodziców, którzy na prawdę dbają o swoje pociechy, nagle je traci. Pomysłowość dzieci kończy się tam gdzie wyobraźnia dorosłych. Na przestrzeni lat jesteśmy mądrzejsi, słyszymy więcej o wypadkach, niebezpieczeństwach. Jednać granica jest bardzo krucha. Wystarczy cofnąć się o kilka lat i przypomnieć o tym co my jako dzieci robiliśmy. Czy było to bezpieczne? Czy gdyby stało się nam coś złego to zawinili by rodzice? Nie!
Jeszcze do niedawna, normalne było ze grupki dzieci bawiły się poza domem. Mając 7-8 lat, biegałam z koleżankami po lasach, czując się w pełni bezpiecznie. Czy byłam? Przypominając sobie zdarzenia, z tamtych czasów to nie. Mieszkając przy granicy niemieckiej, już po upadku komunizmu, jako make dziecko widziałam szereg popełnianych zbrodni. Wycieczki Niemców do dawnych posiadłości, zatrzymujące się samochody, a w nich Panowie dający dzieciom cukierki. To nie były pojedyncze zdarzenia. To się działo regularnie. Po po co starszy Pan zatrzymuje się pod szkołą? Starszy Pan, który tam nie ma dzieci, starszy Pan który kusi cukierkami? Po co?
Po tych zdarzeniach szkoła zaczyna być co raz bardziej uważna, nauczyciele organizowali pogadanki, a Policja przestrzegała przed obcymi.

SAMOWOLA
Po upadku komunizmu, Polska walczyła by ustabilizować sytuacje w kraju. Po walce z wrogiem przyszła pora na walkę z chaosem jaki zapanował. Policja zaczyna się rozwijać i motywować aby zapanowało bezpieczeństwo. Ludzie stają się świadomi. Zostaje wprowadzony monitoring wizyjny, pobieranie próbki DNA, badania wariografem. Wcześniej nie było to możliwe. Przestępcy nie mogli już czuć się tak pewnie. Porwanie dziecka nie jest już tak łatwe jak w latach 80-tych. A świadomość rodziców bogata.

SERYJNI
Jednym z powodów zaginięć dzieci, są tez seryjni mordercy. Nie możemy wykluczyć, że tacy na terenie Polski nie działali. Temat ten porusza Marcin z kanału Niediegetyczne w krótkim materiale „Tajemnica zaginięć dzieci w zachodniopomorskim”. Sądzę że podobnych spraw jest więcej. Często mówili się też o porwaniach dzieci w celu sprzedaży. Jest to temat niestety bardzo niebezpieczny i wielu dziennikarzy śledczych odpuściło. Zdecydowanie jest to jedna z najczarniejszych wersji o których nie chcemy czytać, jednak bardzo prawdopodobna.

SZUKAJ
Powodów zaginięć jest tyle samo co przypadków. Każdy jest inny i trzeba podchodzić do niego indywidualnie. Jednak musimy pamiętać jak wiele czynników na to może wpływać. Zmieniają się one z latami. Jedyne co teraz możemy zrobić to mieć oczy szeroko otwarte. Tak chrońmy swoje dzieci jak i dzieci innych. Najgorsze jest nie zrobienie nic! Bo jeśli chodzi o bezpieczeństwo to lepiej panikować i podnieść każdy alert, niż przejść obojętnie!

Tajemnicze zaginięcie córki Al Bano i Rominy Power do dziś nie zostało wyjaśnione. Ponad 25 lat temu Ylenia Carrisi 

Kiedy miałam około 5 lat, tato przyłapał mnie na opracowywaniu własnej choreografii. Do tej pory pamietam go z dużym aparatem i szerokim uśmiechem. Oczywiście wszystko tym popsuł, byłam wkurzona bo nagle muzyka przestała brzmieć jak szczęście. Felicia e’tenersi per mamo andarelontano, La felicita! Szczęściem jest trzymać się za ręce, idąc daleko. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam choć śpiewałam głośno przekręcając słowa po swojemu. Bo kto z nas nie zna tego utworu. Felicia to piosenka o miłości, tyle w niej Włoskiego słońca i uczuć. Al Bano i Romina Power pobrali się w lipcu 1970 roku. Razem reprezentowali Włochy w konkursie Eurowizji. Szybko, prócz współpracy artystycznej, zrodziło się z tego gorące uczucie. Ona, wychowana w Hollywoodzkiej rodzinie amerykanka, on wychowany na wsi Włoch. Ludzie z kompletnie różnych światów zaczęli tworzyć ten jedyny, swój. W 1970 rodzi się ich pierwsza córka Yelenia Carrisi. Piękna blondynka o radosnych oczach. Kolejne szczęście! Felicita! Dziewczyna od początku była ciekawa świata.
Internet nie dopuszcza nas do wielu faktów z życia małej Yeleni. Wiem, że rodzina dużo podróżowała, mówiła w kilku językach i była ciekawa świata. Studia podjęła w Londynie i była jedną z najlepszych studentek na uczelni. Wiele artykułów zarzuca matce dziewczyny, wychowywanie jej w środowisku zepsutym prze alkohol i narkotyki. Yelenia żyła życiem i karierą rodziców, występowała w ich teledyskach i chętnie dzieliła się swoimi przeżyciami z pamiętnika, który pisała.
Przed samym zaginieciem dziewczyna przebywa w Nowym Orleanie. Mieszkała w hotelu we francuskiej dzielnicy. Nie jest do końca jasne co tam robiła. Prawdopodobnie chciała napisać książkę o bezdomnych ludziach i zbierała o nich informacje przebywając w ich towarzystwie. Ojciec dziewczyny nie był z tego powodu zadowolony. Po raz ostatni widziana jest w towarzystwie afroamerykańskiego ulicznego jazzmana Alexandra Masakela, z którym to spędziła około dwa tygodnie. Muzyk był starszy od dziewczyny o 20 lat. Prawdopodobnie byli kochankami, a sama Yelenia w swoim notesie pisze o nim „mistrz”. Interesowali ją uliczni artyści oraz przenikliwość i szczerość ich sztuki.
Yelenia znika. Anthony Cordova, strażnik Akwarium zeznaje, że widział blondynkę podobną do Yelenia w nocy 6 stycznia, skaczącą z mostu krzycząc przy tym: należę do wody! Zeznania zmieniał kilka razy dlatego nigdy nie zostały uznane jako dowód, a sam świadek był niewiarygodny. W tym samym czasie, przyjaciel dziewczyny Aleksander, opuszcza hotel wraz z jej plecakiem w którym był paszport, pamiętnik i jej osobiste rzeczy. Budzi podejrzenie pracowników hotelu jednak zostaje aresztowany dopiero dwa tygodnie po zgłoszeniu zaginięcia. Ze względu na brak dowodów zostaje zwolniony.
Al Bano dostaje telefon z pytaniem czy jego córka potrafi pływać. Rodzine i cały świat obiega informacja o zaginieciu. Policja przeszukuje 145 km rzeki, bezskutecznie. Co chwile pojawiają się nowe tropy, żaden nie trafiony. Rodzina przeżywa tragedie. Matka dziewczyny od początku wierzy, że ona żyje. Nie uważa by miała jakiś powód by skakać do rzeki, ojciec pomimo optymizmu jest przekonany, że mogła to zrobić. Małżonkowie popadają w konflikt i się rozwodzą. W 2013 Al Bano występuje z wnioskiem uznania dziewczyny za zmarłą. Jej matka do dziś wierzy, że ona żyje! Nadzieja nie umiera nigdy!
„Szczęściem jest trzymać się za ręce idąc daleko…” Felicia… już brzmi inaczej od kiedy znam tą historię…

Tajemnicze zaginięcie córki Al Bano i Rominy Power do dziś nie zostało wyjaśnione. Ponad 25 lat temu Ylenia Carrisi
Tajemnicze zaginięcie córki Al Bano i Rominy Power do dziś nie zostało wyjaśnione. Ponad 25 lat temu Ylenia Carrisi
Tajemnicze zaginięcie córki Al Bano i Rominy Power do dziś nie zostało wyjaśnione. Ponad 25 lat temu Ylenia Carrisi

Tajemnicze zaginięcie córki Al Bano i Rominy Power do dziś nie zostało wyjaśnione. Ponad 25 lat temu Ylenia Carrisi

Zaginiona Danusia Piznal

Parę razy śniło mi się, że żyje. Ma męża i córeczkę. Jest szczęśliwa… – mówi z nadzieją w głosie pani Jadwiga. To byłby najszczęśliwszy scenariusz tej historii. Ale hipotezy są różne. Rozważano m.in. zabójstwo, porwanie, nielegalną adopcję, a nawet porwanie dla pozyskania organów do przeszczepu.
Był 27 kwietnia 1979 roku. Danusia bawiła się na podwórku przed domem.

  • Około godz. 15 musiałam pójść do oddalonego o kilometr Batorowa, ale Danusia nie chciała pójść ze mną. Została… – opowiada pani Jadwiga. Ojciec dziewczynki spał w tym czasie w domu. Gdy kobieta wróciła z Batorowa, dziecka już nie było. Z relacji sąsiadów wynika, że Danusia widząc, że mamy nie ma w pobliżu, poszła jej szukać. Od tego momentu nikt jej nie widział.
    Matka najpierw próbowała odnaleźć dziecko sama. Gdy poszukiwania nie przyniosły rezultatu, zawiadomiła milicję. Przez kilka dni Danusi szukało ponad 200 osób: milicjanci, strażacy, wojsko oraz mieszkańcy. Przeczesano cały rejon Gór Stołowych, teren niezwykle trudny, zalesiony, pełen wąwozów i skalnych urwisk. Niestety, nie natrafiono na żaden ślad, a sprawę odłożono na półkę. Ale pani Jadwiga nigdy nie straciła nadziei, że uda jej się odnaleźć córkę.
    Zobaczyć ją to marzenie mojego życia – mówi. Dziś została zupełnie sama i mieszka w Domu Pomocy Społecznej w Nowej Rudzie. Trafiła tam z mężem kilkanaście lat temu, po pożarze ich rodzinnego do-mu. On zmarł kilka lat później.
  • Przypadek sprawił, że poznałem panią Jadzię. Widząc jej ból i rozpacz, postanowiłem jej pomóc w rozwikłaniu tej zagadki – mówi Stanisław Jakubczak z Łodygowic koło Bielska-Białej. To on stworzył stronę internetową z informacjami o Danusi oraz szczegółach jej zniknięcia i rozpowszechnia ją w mediach. W sprawę zaangażował się też Zenon Zalewski, prywatny detektyw z Łodzi.
  • Sprawa jest nietypowa, ale nie beznadziejna. Może po tylu latach czyjeś sumienie się obudzi i dowiemy się czegoś więcej – mówi Zalewski. W 2011 r wystąpił do kłodzkiej policji o udostępnienie akt sprawy, by prze-analizować wszystkie wątki, które w tamtym czasie brano pod uwagę.Nie wykluczam, że dziecko mogło zostać wywiezione za granicę. Dziewczynka miała paszport, bo razem z tatą mieli jechać do jego siostry we Francji . Zniknięcie Danusi, jego zdaniem, może łączyć się też z zaginięciem dwa dni później braci Palasików w Stroniu Śląskim. 9-letni Andrzej i o dwa lata młodszy Mariusz bawili się na podwórku przed domem. Potem widziano ich w okolicach huty szkła.
    Mimo intensywnych poszukiwań także ich nie udało się odnaleźć. Link do artykułu o zaginionych Braciach Andrzeju i Mariuszu Palasik; https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/gdzie-sa-moi-bracia/137bqrp. Jak czytamy w 2011 roku sprawę nagłaśniano a nawet zajął się nią Detektyw , niestety nie udało się niczego ustalić . Sprawa Danusi jak i braci Palasik jest cały czas nie rozwiązana . Będziemy nagłaśniać te zaginięcia, i liczyć na to, że w końcu odezwie się ktoś do nas, kto pomoże nam ich odnaleźć żywych lub …..
Zaginiona Danusia Piznal
Pani Jadwiga mama Danusi ciagle wierzy że jej córeczka żyje . Cały czas czeka na nią

Zniknięcie dziecka

To dzieje się w przeciągu ułamka sekundy, ruchu skrzydeł motyla, szybkości światła. Często tuż przed tym przychodzi do głowy ta myśl: coś się stało. 
Ignorując natręctwo, w tym samym momencie szukamy jego wzrokiem. Nie ma! 
Szukamy jeszcze raz, dokładniej, szybciej. Akcja serca przyspiesza automatycznie. Skóra staje się zimna. Krew odpływa z organów. Czujemy dziwne mrowienie w skórze i swędzenie. To stres. Serce dostaje zastrzyk adrenaliny. W tej już chwili biegamy szukając. Żadna myśl nie jest sensowna. Sekundy trwają wieczność. Już wtedy zaczynają się kłopoty z oddychaniem, pocimy się, do oczu płyną łzy z bezsilności.
Dalej nie ma!
Krzyczymy o pomoc. Całym ciałem i sercem.
Cisza!
Nagle oceniające spojrzenia ludzi obok, ranią bardziej niż zawsze. Obwiniamy siebie za to mrugnęliśmy. Już nigdy nie mrugniemy.
Jego dalej nie ma!
Ucisk w klatce piersiowej i ten okropny huk w uszach. Serce finiszuje jak w ostatnich sekundach biegu w maratonie. Już nie mamy kontroli. 
I wtedy nagle znajdujemy wzrokiem. Jest. Stoi mniej lub bardziej wystraszone. Nasze dziecko.
Opisałam jedynie 30 sekundową reakcjęorganizmu na silny stres. W tym przypadku, kiedy tracimy z oczu malucha. Nie trzeba być złym rodzicem, bo to nam się przytrafiło. Wystarczy mrugnąć. Tak mrugnąć. Dzieci są nieocenione w pomysłach. A rodzice musza się zmagać z takimi sytuacjami często.
W raz z wiekiem dziecka, statystycznie rośnie liczba ich zaginięć. Maluchy gubią się z powodu braku należytej opieki, zaniedbań, konfliktów rodzinnych czy porwań rodzicielskich, nastolatkowie uciekają z domu. 95% dzieci odnajduje się w przeciągu 10 dni. Co dzieje się z 5%? 
Porwania dzieci przez osoby obce zdarzają się bardzo rzadko. Świadomość rodziców stała się większa. Jeszcze, kiedy ja byłam mała, wszyscy mogliśmy biegać po lasach i czuć się bezpiecznie. Bawiliśmy się w stogach siana, zrywając sąsiadom jabłka i spóźniające notorycznie na obiad. No bo przecież zabawa tak wciągała. Ale nie wszystkie dzieci miały możliwość przeżyć swoje dzieciństwo jak ja.

Przecież znasz mnie…

Historia Tomka Cichowicza czy Basi Majchrzak, to tak popularne zaginięcia, że dziś w Polsce prawie każdy kojarzy małego chłopca w przebraniu wpatrującego się w aparat czy uśmiechniętą dziewczynkę o anielskich loczkach. Od tych zaginięć mijają dekady lat. Czy cierpienie rodziców się zmniejsza? Czy może rośnie wraz z bezsilnością? Co stało się z tymi dziećmi? Gdzie ich teraz szukać? 
Nikomu nietrudno jest postawić się w roli rodzica dziecka zaginionego. Robimy to automatycznie. Czytając ich historię, zamieniamy się rolami i często czujemy już w pierwszej chwili; ten ból w sercu. To potrafią zrobić nawet osoby, które rodzicami nie są. Rozumiemy też ten strach. Strach dziecka porywanego, zagubionego. Przecież na kim dzieci mająbudować zaufanie, jak nie na dorosłym. Jednak to dorośli je rujnują.

Mamo szukaj mnie!

Rodzice nigdy się nie poddają. Serca mam są tak ogromne i silne, że jeśli nawet rozpadną się na milion kawałków, to one znajda taki klej by to naprawić. By ta miłość do dziecka nigdy nie zniknęła. Ona zawsze będzie, czasami schowana głęboko, czasami mocno demonstrowana.
Rodzice dzieci zaginionych poświęcają całe swoje życie by szukać. W rożny sposób, często popadając w skrajności. Tracąc nadzieję i znów ją zyskując. 
Szukajmy razem z nimi! Przypominajmy ich historie! Oni są tu z nami, żyją, dopóki żyje pamięć o nich!
Zdecydowałam poświecić tej sprawie trochę więcej niż kilka artykułów. Właśnie powstaje materiał na YT, dedykowany im. Małym bohaterom, na których dalej czekają rodzice; nie ważne czy minął rok, dziesięć czy dwadzieścia pięć lat!

NN

PROSIMY O POMOC!

Spójrz na to zdjęcie. Czy mężczyzna przypomina Tobie kogoś, kogo znasz?
Prosimy o pomoc identyfikacji człowieka, którego szczątki znaleziono w nieużywanej stodole w Micheldever w grudniu 2017 roku.
Funkcjonariusze przeszukali budynek w ramach niepowiązanego incydentu. Oprócz szczątków, znaleźli przedmioty takie jak śpiwór, atlas miejscowości Winchester i różne części garderoby.
Sekcja pośmiertna nie wykazywała śladów napaści, śmierć nie jest traktowana jako podejrzana. Uważa się, że ciało znajdowało się w stodole przez co najmniej rok, zanim zostało odkryte.
Zostały przeprowadzone różne badania, aby dowiedzieć się, kim jest ten człowiek, w tym testy DNA, analiza odcisków palców na znalezionych przedmiotach w stodole, badania dentystyczne i sprawdzanie osób zgłoszonych zaginionych w Hampshire i innych obszarach.
Jak dotąd mężczyzna nie został zidentyfikowany.
Po testach naukowych uważamy, że mężczyzna był biały, w średnim wieku lub starszy, miał około 168cm wzrostu, krótkie, jasne brązowe włosy i że miał wąską twarz z nadmiernym zgryzem.
Wydaliśmy teraz ten obraz rekonstrukcji twarzy, opracowany przez ekspertów z University of Dundee.
Wydaliśmy również zdjęcia niektórych przedmiotów znalezionych w stodole, w tym atlas uliczny zawierający pewne pismo.
Detektyw Constable Clare Hughes powiedziała: „Naszym priorytetem jest zidentyfikować tego człowieka, nawiązać kontakt z tymi, którzy go znali i dać im pewien stopień zamknięcia.
„Wierzymy, że mężczyzna spał w stodole i prawdopodobnie podążał za linią kolejową, aby dojść do lub z Winchester.
„Mamy profil DNA tego człowieka, ale profil nie pasuje do żadnego z innych zaginionych osób w Wielkiej Brytanii, gdzie DNA jest dostępne.
„Ktoś musi znać tego człowieka. Może rozpoznajesz twarz? Czy odzież jest znana? Czy przypomina ci kogoś, kogo nie widziałeś od jakiegoś czasu?
„Wzywam ludzi, aby dobrze przyjrzeli się zdjęciom i informacjom, które posiadamy, i powiedz nam, jeśli uważasz, że możesz pomóc w naszym dochodzeniu”.
Każdy, kto ma informacje, powinien zadzwonić pod numer 101, podając numer referencyjny 44170467777.

źródło:

Zaginiona Sylwia Iszczyłowicz

Sylwia Iszczyłowicz urodziła się 30.04.1990 roku, mieszkała w Zabrzu przy ul. Wolności. Dziewczynkę samotnie wychowywała matka, bo ojciec opuścił rodzinę. Była spokojną i sympatyczną dziewczynką, samodzielną i posłuszną. I nagle zniknęła! Jedyna nadzieja w tej sprawie okazał się okrutny żart jej rówieśników.

Jak mówiła jej mama, Sylwunia „nigdy nie przeszła jezdni w miejscu nieoznakowanym, tak była nauczona”. Nauczyciele twierdzili, że to bardzo dobra i sumienna uczennica. Wiedziała też dobrze, co robić w niebezpiecznych sytuacjach.
I nagle 26 listopada 1999 roku rozegrał się dramat. Dziesięcioletnia Sylwia po powrocie ze szkoły siedziała w domu prawie do godz. 17, a potem wyszła na spotkanie katolickiej Oazy. Od domu do budynku parafialnego obok kościoła św. Andrzeja miała raptem 300 m. Sylwia nie wiedziała, że w salce katechetycznej jest remont i dzieci przeniosły się gdzie indziej. Spóźniła się, nikogo nie zastała, zdecydowała więc, że wraca do domu. Ale do niego nie dotarła.Była widziana ok. 100 m od domu, po drugiej stronie ulicy – w miejscu, gdzie doszło do niegroźnej kolizji drogowej – a także przy kościele, gdzie miała wejść, chwilę się pomodlić i wyjść. Ostatnią osobą, która widziała Sylwię, była pracownica biblioteki. Zobaczyła dziewczynkę idącą po drugiej stronie ulicy. Było ok. 18.30. Po 19 mama dziewczynki zaczęła się niepokoić i wyszła jej szukać. Nie znalazła córeczki, więc zawiadomiła policję. Dwa dni poszukiwań nie przyniosły rezultatu, więc w poniedziałek 29 listopada do akcji włączyła się Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach.
Kilkudziesięciu funkcjonariuszy przeczesywało niezamieszkane miejsca, działki, stawy i glinianki. Przez chwilę pojawiła się nadzieja. Złudna… Jak pisało zabrzańskie „Nasze Miasto”, pewnego dnia odezwał się telefon w domu Sylwii. Ktoś wołał dziewczęcym głosem: „Mamo ratuj, mamo”. Policja ustaliła jednak szybko, że był to głupi żart dzieci z pobliskiej szkoły.
Od tego czasu stawiano różne hipotezy, nie wyłączając utonięcia w stawach i wyrobisku po byłej cegielni. Spenetrowano też rzekę Bytomkę. I nic. Rodzina dziewczynki zwracała się nawet o pomoc do jasnowidzów. Ale i to nie dało rezultatu. Mama Sylwii była przekonana, że została porwana. Nie dla okupu, bo nie było sygnału z takim żądaniem.
Rodzina do końca żyje nadzieją, ale są nikłe szanse na znalezienie Sylwi żywej. W czasie, gdy zniknęła, na Śląsku odnotowano kilka podobnych zdarzeń. Za zaginięciem dziewczynki mógł stać pedofil, który na lata zamilkł lub już nie żyje.

Zaginiona Agata Juszczak

40- letnia wówczas Agata Juszczak z domu Majchrzak zaginęła 23.05.2012 r. w Łodzi. Odprowadziła swoje córki do szkoły, następnie wróciła do domu, do którego przyszedł jej były mąż. Był ostatnią osobą, która widziała Agatę Juszczak. Później ślad się urywa. Agata nie odebrała dzieci ze szkoły, jej telefon był wyłączony. Kiedy matka kobiety udała się do jej domu około godz. 20:00 dzieci już tam były pod opieką drugiej babci. Chociaż Agata miała problemy, rodzina wyklucza możliwość popełnienia przez nią samobójstwa. Kobieta bardzo kochała swoje córki, była osobą pełną życia, z planami na przyszłość, miała mnóstwo pomysłów na życie. Jest osobą komunikatywną. Pracowała w branży związanej z modą. W domu zostały jej dokumenty.
Agata Juszczak ma 164 wzrostu, waży około 52 kilogramów. Kobieta jest szczupłej budowy ciała, ma pociągłą twarz, prosty, szczupły nos. Zaginiona ubrana była prawdopodobnie w bluzkę z krótkim rękawem koloru jasnobeżowego i ciemnobeżowe spodnie materiałowe (w takim ubraniu w dniu zaginięcia zawiozła swoje córki do szkoły około godz. 7:30). Znaki szczególne: znamię na poduszce prawego ucha

Jeśli ktoś z Was wie coś o losach Agaty, bardzo prosimy o kontakt.

Osoby, które mogą pomóc w ustaleniu miejsca pobytu zaginionej proszone są o kontakt z Wydziałem do walki z Przestępczością Przeciwko Życiu i Zdrowiu KMP w Łodzi przy ul. Sienkiewicza 28 pod nr telefonu 42 665-14-51 oraz 112/997. Ponadto uruchomiono anonimowy całodobowy kontakt telefoniczny pod nr 692 457 703 oraz kontakt e-mail: sk@lodz.policja.gov.pl.

Zaginiona Iwona Mogiła-Lisowska

W tej sprawie uważam nie ma świadków nikt nic nie widział nie słyszał jest tylko on .. mąż” czy kiedyś ruszy go sumienie ?? I pozwoli rodzicom pochować Iwonę Iwona Mogiła-Lisowska – 31-letnia dziennikarka z Łodzi – zniknęła w 1992 roku. Jej mąż utrzymywał, że wyjechała do Niemiec. – Zabrała paszport, sporo ubrań, spakowała się i pojechała – starał się przekonać teściów. Ci nie mogli uwierzyć w to, że córka opuściła kraj bez pożegnania.
Adam Puzio, ojciec Iwony, poruszył niebo i ziemię, by ją odnaleźć. Hipoteza wyjazdu do Niemiec została szybko obalona przez śledczych. Ustalili, że na pewno nie przekraczała granicy.
Pan Adam od samego początku w to nie wierzył. Był przekonany, że została zamordowana . Mężczyzna przekopał cały ogród wokół domu, gdzie jego córka mieszkała z mężem. Te poszukiwania przyniosły zaskakujący efekt. Półtora metra pod ziemią odnalazł torbę i rzeczy, które Iwona miała rzekomo zabrać z sobą do Niemiec. Był także zakopany dywan spod kominka. Skąd tam się to wzięło? Nie wiadomo.
Postępowanie było wielokrotnie umarzane z powodu niewykrycia ciała. Pan Adam nie dawał jednak za wygraną. Odwoływał się. Śledztwa były więc wznawiane. Ostatni raz kilka lat temu. Prokuratorzy zabrali się ostro do pracy po tym, jak jeden z jasnowidzów wskazał prawdopodobne miejsce ukrycia zwłok.Było to szambo obok jej domu ,- po zniknięciu Iwony mąż jej wylał tam beton.
Ekipa policyjna znalazła w szambie szczątki. Tyle że po szczegółowych badaniach okazało się, że nie są to ludzkie kości. Dochodzenie znów stanęło w martwym punkcie.

Iwona Mogiła-Lisowska

Zaginiona Monika Kobyłka

Monika Kobyłka. Ileż to już było artykułów o jej zaginięciu, ile próśb o udostępnianie wiadomości, o jakiekolwiek informacje. Wszystko bezskuteczne. Ale czy 14- latka może tak po prostu zniknąć?
Był ciepły lipcowy wieczór, właściwie już noc. 7.07.2012 r., sielska wieś gdzieś między Radomiem, a Tomaszowem Mazowieckim. Dwie czternastolatki- Monika i Julita odprowadzają się do domów. Do połowy drogi, jak zawsze, bo tak miały w zwyczaju, żeby było sprawiedliwie. Pewnie jak zwykle powiedziały sobie: „Cześć! Pa! Do zobaczenia jutro!” Bo przecież jutro czekał na nie kolejny piękny, wakacyjny dzień. Było około godz. 23:00. Niestety Monika do domu nie dotarła, chociaż miała do przejścia tylko 200 metrów.
Wcześniej tego dnia Monika pilnowała dzieci sąsiadki. Sprawiało jej to frajdę, bo lubiła dzieciaki. To była młoda, zaradna dziewczynka, która często chodziła z mamą na prace sezonowe, żeby zarobić i pomóc rodzinie. Nie sprawiała żadnych problemów, była pomocna. Zarówno rodzeństwo, jak i znajomych miała w różnym wieku. Każdy ją tu lubił. Około godz. 21:00 przebrała się w spodenki, białą bluzkę z czerwonym sercem z przodu i powiedziała mamie, że idzie z koleżanką na spacer po okolicy. Mama Moniki nie podejrzewała nawet, że widzi córkę po raz ostatni. Przecież to taka spokojna wieś. Tu nic się nie dzieje. Jest lato, wielu sąsiadów siedzi w ogródkach, grillują, śmieją się, słychać głosy. Dziewczynka miała wrócić do domu na 23:00. Nawet, gdy zdarzało jej się spóźnić, to tylko kilka minut i zawsze wtedy informowała mamę telefonicznie. Koleżanki rozstały się tam, gdzie zawsze i każda poszła w swoją stronę. Ostatni raz Monika widziana była przez sąsiada na przystanku w Woli Gałeckiej. Była 23:05. Odczytywała lub pisała SMS-a. Jeszcze o 23:09 napisała wiadomość do koleżanki, że u kogoś słychać muzykę. Później wszystko sprawdzano. U jednej z rodzin była jakaś impreza. Dość daleko od przystanku, na którym widziano Monikę po raz ostatni, ale z racji tego, że noc była piękna, to muzyka niosła się dość daleko. Telefonu od mamy o 23:12 już nie odebrała. Mama dzwoniła wiele razy, bezskutecznie. Pojawił się niepokój, bo Monice nigdy się to nie zdarzało. Po godz. 2:00 w nocy telefon przestał działać. Wtedy był już komunikat, że abonent jest niedostępny. Niestety nie udało się ustalić gdzie dokładnie znajdował się aparat. To trudny teren, kilka wież dookoła. Wiadomo, że telefon był w okolicy. Wg prokuratury ostatnie logowanie telefonu miało miejsce około godz. 2:33.
Rodzina, policja, sąsiedzi, znajomi- wszyscy przeszukiwali okolicę. Nie udało się ustalić co stało się z dziewczynką, nie natrafiono na żaden ślad, nie odnaleziono żadnej z jej rzeczy. Nie było żadnych innych świadków.
Bardzo szybko do śledztwa włączyła się prokuratura, później sprawę przekazano Wydziałowi Kryminalnemu Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.
Jeden z detektywów, który pracował nad sprawą powiedział, że udało się dotrzeć do osób, które 15 minut później były na tym samym przystanku. Moniki tam nie było. Nie było żadnego autobusu, w który mogłaby wsiąść. Jedyna opcją jest samochód, do którego wsiadła, została zwabiona lub siłą wciągnięta. Monika to dość ufna osoba, mogło się tak wydarzyć.
W toku postępowania sprawdzano zapisy BTS-ów, ale analizy te nie wniosły niczego do śledztwa. Przesłuchano właścicieli innych telefonów, które logowały się w tym samym czasie w tej okolicy. Nie udało się niczego ustalić. Kilka osób za ich zgodą przebadano nawet wariografem. To też nic nie dało. Przeszukano łąki, pola, podniesiono wszystkie betonowe płyty, sprawdzono szamba, stodoły, szopy, ruiny- jednym słowem wszystko. Również bez rezultatu.
We wrześniu 2014 r. śledztwo zostało umorzone ze względu na niewykrycie sprawców. Ale policja nie odłożyła sprawy na półkę. Jakakolwiek nowa, wiarygodna informacja sprawi, że śledztwo zostanie wznowione. Akta przekazano policyjnym psychologom, którzy mieli nad nimi pracować.
Siostra Moniki jest niemal pewna, że dziewczyna wsiadła do jakiegoś samochodu, bo pies tropiący gubił trop w tym samym miejscu, przy przystanku i skrzyżowaniu.
Przy sprawie pracował Jackowski, wskazywał różne tropy, rysował mapki. Po tygodniu sam zrezygnował, powiedział, że ta sprawa jest dla niego za trudna.
Minęło niemal 5 lat, Monika skończyła w międzyczasie 18 lat. Nie świętowała jednak urodzin ze swoim bratem bliźniakiem. Rodzina cały czas wierzy, że dziewczyna odnajdzie się cała i zdrowa.

Rysopis zaginionej w dniu zaginięcia: wzrost – 168 cm , waga ok. 50 kg, szczuplej budowy ciała, oczy niebieskie, włosy długie koloru naturalnego rudego, liczne piegi na twarzy.
Ubrana w koszulkę koloru białego z czarnym napisem i czerwonym sercem z przodu, krótkie spodenki jeans koloru niebieskiego, buty beżowe z cekinami.

Wszelkie dane mogące pomóc w ustaleniu miejsca pobytu poszukiwanej należy przekazać do Komendy Powiatowej Policji w Przysusze tel. 48 675 42 00 lub do dyżurnego KWP zs. w Radomiu tel. 48 345 24 44 albo powiadomić dyżurnego najbliższej jednostki dzwoniąc pod numer 997 lub 112

Monika Kobylka
Miejsce w ktorym
zaginęła Monika
Monika Kobyłka
Create your website with WordPress.com
Rozpocznij